Kiedy barman poprosił o pieniądze ona nachyliła się pewnie nad barem, wspierając długie nogi na fikole. Wyprężyła ciało, i zbliżyła twarz do jego twarzy. Barman zastygł w bezruchu, nie wiedząc jak się ma zachować w tak dwuznacznej sytuacji. Muzyka jakby ucichła, w powietrzu wybuchnął zapach jej perfum a na twarz upadła zasłona jej włosów przez którą chłopak nie chciał widzieć już nic. Barman, jak rozanielony zamknął oczy, poczuł nagle na policzku ciepłe powietrze, tak charakterystyczne dla tego które wydobywa się z nozdrzy w ekstazie wąchania." Ja nigdy nie mam dość"- szepnęła.
Była kobietą po czterdziestce ale niezwykle atrakcyjną jak na ten wiek. Barman mógł być jej synem. Kiedy tak mamiony jej wdziękiem chłopiec próbował ogarnąć sytuację i odgadnąć znaczenie tajemniczego "ja nigdy nie mam dość", kobieta nagle wybuchnęła śmiechem, wyprostowała ramiona i odrzuciła ciało do tyłu, tak że znowu dzieliła ich przepaść, on stał za kontuarem a ona siedziała na barowym fikole. Chłopak odczuł ulgę i szybko zrozumiał, że lepiej się czuje kiedy jednak dzieli ich dystans, na co odpowiedział szczerym uśmiechem. Kątem oka dostrzegłem, że nalał też tajemniczej kobiecie następnego drinka.
- Wiesz nad czym się zastanawiam- zaczęła na wpół śmiejąc się jeszcze- Faceci doskonale wiedzą kiedy kobieta powinna przestać. Przestać robić zakupy, malować się tą a nie inną szminką, mówić...
- Pić..- dokończył za nią barman
- Pić też...
W tym miejscu jakby zawahała się. Zamoczyła usta w złotej whiskey, którą wcześniej podał jej barman. Poczuła, że alkohol napływa jej do skroni, a głowa jakby zaczęła pulsować. Zignorowała to. Chłopak wycierał serwetką kufle.
- Pić...Palić..Mają receptę na wszystko! Wiedzą wszystko. przynajmniej tak sądzą. I powiem Ci, że...
- Mają rację..- wtrącił inteligentnie przerywając jakby w namyśle na chwilę swoje zajęcie
- Czasami tak...ale częściej nie. W każdym razie faceci nauczyli się już tego, że doskonale wiedzą kiedy "jest już dość". Mówią to juz mechanicznie ba! nazywają to troską. Na przykład takie picie. Ile razy kobieta wybiera się ze swoim facetem na imprezę, ten poucza ją jak pić, ile pić i sam wiesz....kiedy przestać. A kończy się to zawsze tak samo.
Jak na znak, przy barze pojawił się jeden z tych klientów którym należało w świetle przepisów odmówić następnej kolejki. Barman spławił go grzecznie. Na odchodnym niezadowolony pan krzyknął coś o jakiejś partii która jak to ujął "od jutra zrobi tutaj porządek". Dokończyłem swojego drinka i spojrzałem na zegarek. Dochodziła trzecia. "Czas wracać do domu"- pomyślałem. Tajemnicza kobieta również jakby w uzgodnieniu pomagając sobie ramionami zsunęła się z fikoła. Wyciągnęła z torebki stuzłotowy banknot i położyła go pewnie na barze. Barman wydał resztę, na co rozmówczyni się nie zgodziła.
- I zdradzę Ci chłopcze...- kontynuowała za to monolog- że od kilku lat, mam tylko jedną zasadę. Nigdy nie mam dość.
Po powrocie do domu długo nie mogłem zasnąć. Zastanawiało mnie, jak musi wyglądać życie Pani, która jak sama twierdzi nigdy nie ma dość. Przez chwilę nawet pomyślałem o tym żeby sprawdzić tę myśl na sobie i od następnego dnia używać bez granic życia, wyłączyć to czerwone światło które zapala się wtedy gdy "już nie wypada, albo gdy juz nie mogę". Lecz zanim powziąłem ostateczne postanowienie uświadomiłem sobie jedną rzecz. Dość dziś wypiłem alkoholu... dość mam mego dzisiejszego barowego towarzystwa i całego dzisiejszego dnia. Dość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz