- Wiola, łap!
Uchwyciłem obraz rzucanej torebki. Celnie. Dziewczyna, która wykrzyknęła te słowa momentalnie wsparła się jednym kolanem o siedzisko taboretu, po czym drugie wsunęła na blat kontuaru. Koleżanka podała jej rękę i chwilę potem razem już tańczyły na barze.
Ludzi wciąż przybywało. Głównie obcokrajowców, Anglików. Muzyka naciskała na uszy z siłą równie dużą, jak dym atakował oczy i czyjś łokieć moje plecy. Z trudem utrzymywałem swoje miejsce. Szczerze mówiąc broniłem go teraz jak twierdzy.
Mojej twierdzy.
- Ania!
Ktoś znów krzyknął z tłumu zalegającego pod barem. "Ania"- powtórzyłem w myślach. "Wiola" przypomniałem sobie. " Ania i Wiola". Z kieszeni wyciągnąłem dwie monety i korzystając ze strategicznego miejsca przy kontuarze zamówiłem piwo. Na chwile odzyskałem poczucie status quo, kiedy uchwyciłem w dłoń zimny kufel. Z zadowoleniem zauważyłem, że barmani opanowali też korek do baru.
" Jutro wypłacają zasiłek" przypomniałem sobie. " Mam czterdzieści trzy lata i...- tutaj zrobiłem przerwę- " Mam czterdzieści cztery lata. Mieszkam na Kazimierzu i...lubię pisać. Tak- mówiłem do siebie powoli- lubię pisać, pisze różne rzeczy...i lubię ludzi, tak lubię ludzi i.... "
- I jesteś sam! - usłyszałem chóralne zdanie, które jak byłem przekonany wypowiedzieli równocześnie wszyscy ludzie, którzy mnie otaczali. "Ania i Wiola" też.
- Mam wyższe wykształcenie....- powiedziałem jakby w usprawiedliwieniu, tym razem głośno, tak żeby mnie usłyszeli
- I jesteś sam!- zabrzmiał znów oskarżycielsko tłum.
Wstałem. Poczułem jak ciepło uderza w skroń.
- Jeszcze wszyscy zobaczycie, będziecie dumni, że mnie znaliście...- skwitowałem, po czym upadłem na podłogę. Nie było już muzyki, nie było już wirujących dziewczyn. Czułem tylko jak ktoś mnie unosi do góry. " Proszę wyprowadzić tego pana"- usłyszałem " gość gada do siebie i jest agresywny".
Odzyskałem przytomność dopiero na zewnątrz. Było mi zimno. Wtuliłem się w parciany brązowy płaszcz i zatarłem ręce. Ze zdziwieniem zauważyłem, że mimo upicia, wciąż trzymam pion i w takiej pozycji, oparty o mur spędziłem parę chwil. Zdiagnozowałem to czując, jak zdrętwiało mi prawe ramię.
- Chcesz, opowiem ci swoją historię- wybił mnie z tych przemyśleń jakiś głos.
Kilka metrów ode mnie stała szczelnie zawinięta w coś co przypominało koc, kobieta. Przed sobą miała wózek, a w nim, jak się szybko domyśliłem równie szczelnie zapakowany cały dobytek. Kobieta stała tak i wpatrywała się we mnie uśmiechając się, odsłaniając przy tym niezbyt zadbane uzębienie.
- Słucham?
- Chcesz, to opowiem Ci swoją historię.- powtórzyła
I wybuchnęła złowieszczym śmiechem. Naparła ciałem na wózek i ruszyła w swoją stronę. Wciąż nie przestając się śmiać. A jej śmiech słyszał tamtej nocy cały Rynek. Tamtej też nocy spadł pierwszy w tym roku śnieg.
- Słucham?
- Chcesz, to opowiem Ci swoją historię.- powtórzyła
I wybuchnęła złowieszczym śmiechem. Naparła ciałem na wózek i ruszyła w swoją stronę. Wciąż nie przestając się śmiać. A jej śmiech słyszał tamtej nocy cały Rynek. Tamtej też nocy spadł pierwszy w tym roku śnieg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz