- Jestem alkoholikiem, ale temu zaprzeczam. I powiem panu, że lubię innych, których też to dręczy, bo się rozumiemy. Tak można by było opisać ostatnie dziesięć lat mojego życia. Przez te dziesięć lat miałem dwa nieudane związki. Pierwsza kobieta chciała z uporem zabić we mnie artystę. Udało się. Zacząłem pić a ona mnie zostawiła. Druga kobieta chciała zabić we mnie alkoholika."
- I udało się?
W odpowiedzi usłyszeliśmy już tylko brzdęk szkła.
- Tia...Ja w panu wyczuwam także artystyczną duszę...- kontynuował.- Bije od pana pewne światło. Nie każdy je ma, proszę mi wierzyć, bo sam kiedyś je miałem. Miałem ale utraciłem.
Zastygłem.
- Nie musi pan nic mówić. Ja swoje wiem...- pociągnął łyk whiskey mimowolnie- Kiedyś dużo malowałem... - w powietrzu wykonał dziwny gest dłonią, tak jakby udawał, że trzyma w niej pędzel i maluje. Potem zadowolony ze swojego "powietrznego" dzieła, przez chwilę zachowywał sie tak jakby je podziwiał.- To nie ma różnicy co pan robi...dla mnie może pan być równie dobrze poetą czy muzykiem. Tak czy inaczej dla tego świta jest pan nikim.
Udałem zdziwienie, po chwili jednak zrozumiałem szczerą intencję starego malarza.
- Ma pan dzieci?- kontynuował
Zaprzeczyłem.
- Ale zapewne zna pan jakieś dziecko uzdolnione artystycznie....
- Tak, znam pewnego młodego chłopaka, który pisze własne piosenki
- Rozumiem. To co zaraz panu powiem może wydać się szokujące, ale biorę za to pełną odpowiedzialność. Zapewne gdyby pan mógł, chciałby pan mu jakoś pomóc.
- Ten chłopak jest moim bratankiem...
- To jeśli na prawdę chce mu pan pomóc musi pan obciąć mu palce.
Znieruchomiałem.
- Obciąć palce jeśli gra, wyrwać język jeśli śpiewa- kontynuował mantrę- Jeśli wymyśla piosenki wyrwać też mózg a na jego miejsce wstawić elektronowy komputer. Jeśli kocha- wyrwij mu pan mu serce i włóż kamień. Bo to nie jest świat dla takich jak on. On się pomylił.
Po tych słowach zapadła cisza. "On się pomylił" brzmiało w moich uszach echem- " On się pomylił".
W jednj chwili zrozumiałem , że nie tylko on.
- Ma pan rację. Sztuka jest dziś tylko karykaturą sztuki- podsumowałem- A prawdziwe talenty umierają śmiercią tragiczną.
- Własnie. Powiem więcej w Polsce talenty są kreowane, tworzone. Weźmy na przykład tego młodego chłopaka o którym tak trąbią teraz media. Jak mu tam było- starzec uczynił gest jakby szukał nazwiska w pamięci., Po chwili porzucił próby- Wybaczy pan ale nie przypomnę sobie teraz. W każdym razie chłopak tworzył swoją muzykę i zamieszczał ją w internecie od kilku już lat. Bez jednak większego odzewu. Teraz jego głos zna cały kraj. A to wszystko dzieki...
- Dzięki telewizji....- próbowałem dokończyć
- Otóż to. Pewna znana i lubiana polska wokalistka wyraziła w tej telewizji pewien pogląd. Powiedziała, że ten chłopak ma wielki talent i, że był " w niej w środku" czy jakoś tak. Program ten oglądało setki tysięcy ludzi. Do czego jednak zmierzam. Całe życie próbowałem zrozumieć istotę sukcesu w sztuce. Chyba najbardziej bolesne było nagłe odkrycie, że tak na prawdę większość ludzi w ogóle nie słyszy. A już tylko pojedyncze jednostki znają się na malarstwie. To wszystko przekonało mnie do jednego wniosku: Że to wszystko nie ma sensu. Że to juz się skończyło. Sztuka umarła i tylko gdzieniegdzie obija się po kątach, wala w szufladach, krzyczy w pokojach...
Po tych słowach zapadła cisza. "On się pomylił" brzmiało w moich uszach echem- " On się pomylił".
W jednj chwili zrozumiałem , że nie tylko on.
- Ma pan rację. Sztuka jest dziś tylko karykaturą sztuki- podsumowałem- A prawdziwe talenty umierają śmiercią tragiczną.
- Własnie. Powiem więcej w Polsce talenty są kreowane, tworzone. Weźmy na przykład tego młodego chłopaka o którym tak trąbią teraz media. Jak mu tam było- starzec uczynił gest jakby szukał nazwiska w pamięci., Po chwili porzucił próby- Wybaczy pan ale nie przypomnę sobie teraz. W każdym razie chłopak tworzył swoją muzykę i zamieszczał ją w internecie od kilku już lat. Bez jednak większego odzewu. Teraz jego głos zna cały kraj. A to wszystko dzieki...
- Dzięki telewizji....- próbowałem dokończyć
- Otóż to. Pewna znana i lubiana polska wokalistka wyraziła w tej telewizji pewien pogląd. Powiedziała, że ten chłopak ma wielki talent i, że był " w niej w środku" czy jakoś tak. Program ten oglądało setki tysięcy ludzi. Do czego jednak zmierzam. Całe życie próbowałem zrozumieć istotę sukcesu w sztuce. Chyba najbardziej bolesne było nagłe odkrycie, że tak na prawdę większość ludzi w ogóle nie słyszy. A już tylko pojedyncze jednostki znają się na malarstwie. To wszystko przekonało mnie do jednego wniosku: Że to wszystko nie ma sensu. Że to juz się skończyło. Sztuka umarła i tylko gdzieniegdzie obija się po kątach, wala w szufladach, krzyczy w pokojach...
Starzec miał dużo racji. Od razu pomyślałem o moim bratanku. Stanął mi przed oczami obraz, jak gra i tworzy w zaciszu swojego pokoju. Równocześnie uświadomiłem sobie, że nie widziałem go od lat.
Wielu lat.
Pożegnałem się z moim rozmówcą z mocnym postanowieniem, że jak tylko dojdę do domu napiszę do mojego bratanka list.
- Powiem panu, że zapewne ma pan rację- dodałem sięgając do portfela po banknot którym miałem zapłacić- Rzeczywiście najlepsze co mógłbym dla tego chłopaka zrobić to obciąć mu palce i wyrwać język. Ale nie zrobię tego. Bo nie o to w życiu chodzi przecież. Wierzę, że na tym ciasnym świecie znajdzie się jeszcze jedno miejsce i dla niego, być może gdzieś w rogu na podłodze, albo niezbyt stabilnym krześle, byćmoże będzie musiał sobie to krzesło sam wystrugać albo wyrwać innym spod pup ale, wierzę, wierzę, że się znajdzie.
Wiele mnie nauczyła ta rozmowa. Co prawda nie zmieniłem drastycznie swojego nastawienia do sztuki, ale starzec uzmysłowił mi pewną ważną rzecz- że sztuka to wielka odpowiedzialność i nie wolno się nigdy poddać, być czujnym i "pilnować swojego krzesła". Po powrocie do domu, tak jak miałem w zamiarze wyciągnąłem papier i zacząłem pisać list.
Wielu lat.
Pożegnałem się z moim rozmówcą z mocnym postanowieniem, że jak tylko dojdę do domu napiszę do mojego bratanka list.
- Powiem panu, że zapewne ma pan rację- dodałem sięgając do portfela po banknot którym miałem zapłacić- Rzeczywiście najlepsze co mógłbym dla tego chłopaka zrobić to obciąć mu palce i wyrwać język. Ale nie zrobię tego. Bo nie o to w życiu chodzi przecież. Wierzę, że na tym ciasnym świecie znajdzie się jeszcze jedno miejsce i dla niego, być może gdzieś w rogu na podłodze, albo niezbyt stabilnym krześle, byćmoże będzie musiał sobie to krzesło sam wystrugać albo wyrwać innym spod pup ale, wierzę, wierzę, że się znajdzie.
Wiele mnie nauczyła ta rozmowa. Co prawda nie zmieniłem drastycznie swojego nastawienia do sztuki, ale starzec uzmysłowił mi pewną ważną rzecz- że sztuka to wielka odpowiedzialność i nie wolno się nigdy poddać, być czujnym i "pilnować swojego krzesła". Po powrocie do domu, tak jak miałem w zamiarze wyciągnąłem papier i zacząłem pisać list.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz